Olga Frycz uratowała rodzinę?!

Reklama

Jan Frycz (64 l.) nie był wzorem ojca. Dziś, jako dziadek, ma szansę to naprawić, a Olga Frycz (32 l.) nie posiada się ze szczęścia, że w końcu w ich rodzinie wszystko zaczyna się układać.

 

 

Kiedy zbliża się piątek, Olga Frycz cieszy się jak dziecko. Bo lada chwila w jej drzwiach stanie ktoś, na kogo zawsze może liczyć, ktoś, kto nigdy jej nie zawiódł i kocha miłością bezwarunkową - jej mama Agata. 

Babcia zajmuje się dwumiesięczną Helenką, a aktorka może wtedy poświęcić trochę czasu sobie, czy wyjść z narzeczonym Grzegorzem Sobieszkiem do kina. Pani Agata wie, jak zajmować się niemowlęciem, jest pielęgniarką, a do tego mamą pięciorga dzieci.

Mama aktorki przyjeżdża z Krakowa do Warszawy od dnia, kiedy Helenka przyszła na świat. Chce, żeby córka mogła odpocząć. Sama nie miała takich możliwości, kiedy jej dzieci były małe, a wie, jakie to ważne dla młodej matki.

Dlatego tak bardzo dba o Olgę. Coraz częściej też zdarza się, że kiedy Helenka jest pod opieką babci, odwiedza ją dziadek, Jan Frycz - były mąż pani Agaty.

"Od czasu rozwodu nie mieli ze sobą kontaktu, oprócz spraw dotyczących dzieci. Ich relacje można określić jako żadne. Nie kontaktowali się, nie rozmawiali i żadne z nich za tym nie tęskniło" - zdradza osoba zaprzyjaźniona z byłym małżeństwem.

Jednak teraz wszystko się zmienia, częściej się widują i więcej ze sobą rozmawiają.

"Olga obserwuje to i nie ukrywa, że bardzo się cieszy, że rodzice mimo wszystko potrafią ze sobą rozmawiać. Jest szczęśliwa, bo ma poczucie, że to dzięki Helence, dziadkowie zaczynają mieć poprawne relacje. Zawsze na to czekała, zależało jej na tym" - zdradza osoba blisko związana z aktorką.

Ma nadzieję, że wszyscy razem spotkają się podczas chrztu Helenki, który Olga powoli zaczyna planować. Pani Agata była drugą żoną aktora. Poznali się, kiedy ona była jeszcze w liceum. Wkrótce pobrali się i doczekali pięciorga dzieci. Niestety małżeństwo nie przetrwało.

"Rozwód był bez orzekania o winie, jednak zawsze jest to życiowa porażka. Po prostu nie dobraliśmy się. Byliśmy niedojrzali, obowiązki nas przerosły" - wspominał Jan Frycz.

Olga miała ogromny żal do ojca, że zostawił mamę, a potem nie widywał się z nimi. Wybrał aktorstwo kosztem rodziny. Miała dziewięć lat, gdy tata od nich odszedł.

Ale zawsze podkreślała wspaniałą postawę mamy, która, mimo że zraniona i zrozpaczona, potrafiła zapewnić dzieciom życie beztroskie i pełne miłości, choć niezbyt dostatnie. Jedyne, czego bardzo im brakowało, to obecności ojca.

 

 

 

"Wprawdzie wcześniej rzadko bywał w domu, ale wizja, że miał zniknąć na dobre, była przerażająco smutna. Miałam żal, że nas nie odwiedzał" - wspominała Olga.

Przez osiem lat nie miała z nim kontaktu. Jako dorastająca panna wpadła na niego przypadkowo. Spytał z wyrzutem, dlaczego nie jest w szkole.

"Przyznałam się, że poszłam na wagary i odpysknęłam: ‘Nie wtrącaj się, bo nawet nie wiesz, do jakiej szkoły chodzę’. Później podejmowaliśmy próby odbudowania więzi, ale zwykle te spotkania źle się kończyły" - wspomina Olga.

Dopiero po latach kiedy sama została aktorką, czego Jan Frycz nigdy jej nie ułatwiał, wręcz przeciwnie, podkreślał, że to zawód nie dla kobiety, Olga powoli zaczęła naprawiać relacje z ojcem. Dzisiaj są bardzo dobre. Aktorka cieszy się, że i ojciec lgnie do rodziny i wreszcie chce z nimi spędzać czas i być częścią ich rodzinnego życia. 

Autor: 
----------------
Źródło: 
Pomponik
Dział: 

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.

Reklama