Komorowski jakiego nie znacie! Nieślubne dziecko, haki i nielegalne taśmy!

Reklama

W związku z piątkowymi sądowymi zeznaniami Krzysztofa Winiarskiego, publikujemy w całości majowy tekst śledczy Warszawskiej Gazety nad którym pracował Paweł Miter.

Bronisław Komorowski i jego związki z Krzysztofem Winiarskim, byłym współpracownikiem służb specjalnych i ogrodnikiem. Czego chciał Komorowski od Pana Krzysztofa? Co zawierało obszerne archiwum przejęte przez prokuraturę? Czy Bronisław Komorowski ma nieślubne dziecko? Odkrywamy wrażliwe pytania i nerwowe reakcje pewnych osób, do których udało nam się dotrzeć.

Czy Bronisław Komorowski szukał haków na PiS i ludzi należących do obozu tuskowców w PO? Czy Komorowski był szantażowany dokumentacją medyczną mówiącą o tym, że ma nieślubne dziecko? Czy posłance z PO grożono ujawnieniem ojcostwa jednego z jej dzieci? Nagranie jednego z prokuratorów. Zastanawiające zachowanie posłanki PO Małgorzaty Pępek, która miała przekazać Donaldowi Tuskowi ważne dokumenty.

Czy posłanka PO i prezydent mogli być szantażowani informacją o dziecku? Jedna z osób, z którą rozmawiamy w tej sprawie, mówi, że o nieślubnym dziecku wiedzę ma przyjaciel pewnej posłanki PO, płk Roman P. i jego były już znajomy, podwarszawski ginekolog, o którego notesie po Warszawie krążą legendy, notesie z nazwiskami znanych osób, które dokonywały u niego aborcji. Udaje nam się porozmawiać z ginekologiem Jerzy P., u którego wcześniej pracowała żona płk. Romana P., nie chce rozmawiać o środowisku WSI, przestrzega nas tylko, że wchodzimy na pole, gdzie działa klasyka dawnego WSI, tu nie ma czystej gry, i on nie chce mieć z tym nic wspólnego, radzi, by na siebie uważać i prosi, aby go zbytnio z tą sprawą nie wiązać, bo on od dawna nie ma z tymi osobami nic wspólnego – zastrzega nam na koniec rozmowy. Pytamy go o notes z zapiskami – nie chce ani potwierdzić, ani zaprzeczyć, czy taki notes istnieje. Nasz informator twierdzi, że dokumentację medyczną widział, i jak byk stoi w niej, że dzieciak ma inną grupę krwi, wyszło to przy okazji, kiedy ten chłopak potrzebował krwi. Pewne osoby tę wiedzę

posiadają, a płk Roman P. ma też wiedzę, na co choruje dziś obecny prezydent, jako prezes prywatnej kliniki medycznej ma doskonałe rozeznanie w tych tematach. – Nie ma nieślubnych dzieci, są tylko nieślubni rodzice – śmieje się nasz rozmówca. Kim jest posłanka PO? Na jej stronie czytamy: W 2005, 2007 i 2011 r. zostałam wybrana do Parlamentu z listy wyborczej Platformy Obywatelskiej. Jestem wiceprzewodniczącą Komisji Obrony Narodowej. Piastuję funkcję Przewodniczącej Polsko-Rumuńskiej Grupy Parlamentarnej. Jestem także Przewodniczącą Podkomisji stałej ds. Problemów Społecznych Wojska. Ponadto zostałam wybrana Przewodniczącą Delegacji Sejmu i Senatu RP do Zgromadzenia Parlamentarnego NATO oraz Wiceprzewodniczącą ZP NATO. Nie chwali się na swojej stronie, że była wiceministrem MON w 2001 r., kiedy resortem kierował Bronisław Komorowski. Jej powołanie odbyło się na wniosek Komorowskiego właśnie. Zeznawała też w głośnym procesie dziennikarza śledczego Wojciecha Sumlińskiego, który badał związki obecnego prezydenta z WSI i biznesem na styku służb. Unikała tam

odpowiedzi, w jakich okolicznościach poznała Komorowskiego. Padały też pytania, dlaczego ludzie z WSI zamieszani w sprawę Sumlińskiego właśnie przez nią umawiali się z Komorowskim. Sumliński starał się udowodnić, że parlamentarzystka jest zaufaną osobą Komorowskiego. Krzysztof Winiarski też dzięki niej umówił się na spotkanie z Komorowskim właśnie. Chcieliśmy spotkać się z posłanką (uznaliśmy w redakcji, że nie będziemy na razie publikować nazwiska ani imienia posłanki w kontekście tego wątku) i porozmawiać na spokojnie, zweryfikować pewne fakty, zapytać, czy są to tylko plotki i insynuacje. Nie zgodziła się. Po naszych pytaniach, wysłanych ze skrzynki gazety, milczała. Bardzo szybko też zablokowała mi możliwość przeglądania jej profilu na Facebooku po wysłaniu jej szesnastu pytań, w tym o ojcostwo jednego z jej synów. Mimo telefonów wykonanych do jej biura, nie podjęła z nami rozmowy. Nasz informator zwrócił nam uwagę na jedną rzecz. Poradził nam prześledzić karierę zawodową jednego z synów tej posłanki. Komorowski holował ją wszędzie za sobą, a ta z kolei syna. Udaje nam się ustalić, że mężczyzna, mający być nieślubnym dzieckiem Komorowskiego, pracował jako stażysta w ambasadzie Rumunii w Warszawie, następnie w ambasadzie polskiej w Bukareszcie, następnie krótko odbywał staż w Biurze Bezpieczeństwa Narodowego i Kancelarii Senatu. Nie udało nam się z nim skontaktować, by porozmawiać o całej sprawie.

Nasz rozmówca mówi, że posłanka była szantażowana tą wiedzą przez kilka osób. Że służby badały te wątki nieformalnie. Zapytaliśmy o to Krzysztofa Winiarskiego, nie chciał odpowiedzieć jednoznacznie, ale sam stwierdził, że gdy w rozmowie z nią dał do

zrozumienia, jaką wiedzę posiada, to na drugi dzień zjawił się u niego w Żywcu płk Roman P., prosząc, by dał jej spokój, bo wpada w nerwice przez tę sprawę. – Z racji, że cenię sobie osobę pułkownika P. zastosowałem się do jego prośby, i od tamtej pory z tą posłanką o jej

stosunkach” nie rozmawiałem – mówi nam Winiarski. Rozmawiamy z płk. Romanem P., który potwierdza tylko, że bywał w domu u Winiarskiego niejednokrotnie. – Nie mam złego zdania o Winiarskim, ale ja nie będę o tej sprawie rozmawiał z panem. Nie ufam dziennikarzom. Mam złe doświadczenia, możemy się spotykać, poznawać, ale ja jestem zajętym człowiekiem, prezesem dwóch prywatnych klinik medycznych, nie wiem, czy coś to panu pomoże – mówi nam płk Roman P. Zwracaliśmy się do prezydenta dwukrotnie o odpowiedzi w tej sprawie, pytaliśmy o nieślubne dziecko i o to, czy były kiedykolwiek wywierane na niego próby nacisku w związku z tą sprawą. Nasze pytania pozostały bez odpowiedzi.

Kim jest Krzysztof Winiarski?

Chcielibyśmy podkreślić wysoki profesjonalizm, rzetelność oraz umiejętności rozwiązywania trudnych oczekiwań;Dyrekcja SP w Żywcu składa gorące podziękowanie za nieodpłatną wymianę ogrodzenia wokół szkoły na odcinku 80 metrów, dzięki Pana inwestycji obejście szkoły jest bezpieczne…; Pan Winiarski był fundatorem obiadów oraz wspomagał finansowo uczniów znajdujących się w trudnej sytuacji materialnej – to tylko kilka z wielu podziękowań, do których udaje nam się dotrzeć, jakie otrzymał Krzysztof Winiarski od osób i instytucji, którym pomagał do roku 2001. – Lista dobrych uczynków pana Krzysztofa jest bardzo długa – mówi nam jeden z prokuratorów, który chce pozostać anonimowy.

Przychodzi rok 2002, firma ogrodnicza Krzysztofa Winiarskiego wykonuje prace na rzecz Wojewódzkiego Szpitala Klinicznego w Radomiu. Wartość zlecenia wynosiła 750 tys. zł. Krzysztof Winiarski został oszukany, bo szpital za obsadzenie drzewami, krzewami i kwiatami terenów zielonych do niego należących nie zapłacił. Z tłumaczeń dyrekcji szpitala, który potwierdził wykonanie prac, wynikało, że nie otrzymali odpowiedniej dotacji. To jedno zlecenie były przyczyną bankructwa firmy Krzysztofa Winiarskiego. Na sąd nie mógł liczyć, bo za usługę na rzecz szpitala nie wystawił faktury, od której musiałby niezależnie od tego, czy otrzymał zapłatę, czy nie, odprowadzić podatek VAT. Żeby nie być oskarżonym przez bank o wyłudzenie kredytu, który w całości poszedł na zlecenie otrzymane od szpitala i aby móc przedstawić dowód, na co poszły pożyczone pieniądze, Winiarski zgodził się przekazać szpitalowi całą swoją usługę nieodpłatnie, do czego de facto został zmuszony, bo inaczej nie miałby poświadczenia potrzebnego dla banku, na co rzeczywiście zostały przeznaczone pieniądze.

W 2005 r. Winiarski trafia do służb. W zastanawiający sposób pomaga śledczym z prokuratury apelacyjnej w Krakowie ścigać przestępców z mafii paliwowej. – Miał ogromną wiedzę, niemal natychmiast po upewnieniu się i zweryfikowaniu podanych nam przez Winiarskiego informacji, przekierowaliśmy go do Centralnego Biura Śledczego, gdzie nadano mu kryptonim „Orzeł”, by tam z oficerami biura prowadził operacje specjalne w zakresie posiadanej przez niego wiedzy – mówi nam jeden z śledczych pracujących przy sprawie mafii paliwowej. Jedyna rzecz, której nie potrafili ustalić do końca śledczy, to ta, skąd tak naprawdę Winiarski się wziął, istnieje tylko jedna informacja potwierdzająca, że przed ’89 rokiem był

wysokim oficerem wojskowego wywiadu PRL. Wiemy, że Winiarski w 2005 r. kontaktował się z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, to właśnie ludzie z ABW skontaktowali Winiarskiego z krakowskimi prokuratorami. Bywał też na spotkaniach przy ul. Pięknej w Warszawie. To przy tej ulicy swoją siedzibę ma spółka zajmująca się dostarczaniem sprzętu zbrojeniowego i nowych technologii dla wojska. To tutaj też doszło do spotkania, w którym brali udział m.in. oficerowie Wojskowych Służb Informacyjnych, szefostwo ówczesnego MON, wojska i Sztabu Generalnego oraz biznesmeni. W spotkaniu uczestniczył przedsiębiorca z południowej Polski, handlujący paliwami, który znalazł się w tarapatach, bo nie płacił akcyzy, a paliwa „chrzcił”, oszukując w ten sposób Skarb Państwa. Dlatego też w czerwcu 2005 r. przyjechał do stolicy szukać człowieka, który zapewni mu parasol ochronny. Biznesmen poznaje Krzysztofa Winiarskiego. I tak się zaczyna zdobywanie i infiltrowanie przez Winiarskiego mafii paliwowej w tamtym czasie. W zamian za pomoc organom ścigania Winiarski nie oczekuje pieniędzy. Prosił tylko o załatwienie zwrotu należnych mu pieniędzy za wykonaną na rzecz szpitala w Radomiu pracę.

Koniec operacji specjalnych?

Winiarski nagle przestał być agentem działającym pod przykryciem, pracującym przy mafii paliwowej. Szybko się okazało, że przestępcy współpracują od dawna z ABW i WSI, że ich bazy paliwowe znajdują się na terenie jednostek wojskowych, a cały proceder kontrolują

oficerowie dawnych służb w zamian za pieniądze. Sprawa stała się niebezpieczna, gdy wyszło na jaw, że „umoczeni” w mafię paliwową oficerowie służb są przełożonymi tych, którzy odbierają informacje od Winiarskiego. Winiarski został wystawiony. Dotarła do niego informacja, że jego nagrania na temat mafii paliwowej, będące w posiadaniu służb i CBŚ, trafią do gangsterów, jeśli dalej będzie wymieniał nazwiska znanych polityków, a to oznaczać może dla niego śmierć. W 2006 r. Winiarski przestał brać udział w operacjach specjalnych. Odszedł od współpracy z CBŚ przy mafii paliwowej. Zresztą nie tylko on. Anna K. z wrocławskiego oddziału CBŚ oddelegowana do współpracy z Winiarskim też

zaczyna mieć problemy, jej ustalenia pozostają niepodjęte do operacji specjalnych. – To było zaplanowane pasmo dziwnych odejść od niektórych ciekawych wątków przy mafii paliwowej – mówi nam wrocławski śledczy, który już dziś nie pracuje dla CBŚ, dalej rozmawiać o sprawie z nami nie chce, bo uważa ją za zamkniętą. Winiarski postanawia od tamtej pory gromadzić w domu wszelkie dokumenty i nagrania, jakie uda mu się pozyskać przy kolejnych ciekawych spotkaniach, na których będzie zdobywał wiedzę. To tutaj ma początek olbrzymie archiwum, jakie zabezpieczono w domu Krzysztofa Winiarskiego podczas jego aresztowania w 2011 r.

Winiarski na tapecie przedwyborczej

Po raz pierwszy publicznie nazwisko Winiarskiego pojawia się przy głośnej sprawie szantażu senator Krzysztofa Piesiewicza na przełomie 2009 i 2010 r. Tutaj polityk tłumaczył się, że padł ofiarą operacji służb i wymienił nazwisko Winiarskiego właśnie. Winiarski, poirytowany tym, zgłosił się do prokuratora prowadzącego sprawę i, jak udało nam się ustalić, zeznawał in plus dla Piesiewicza. Kolejna informacja o Winiarskim, podana przez RMF FM i Romana Osicę, dotyczyła aresztowania Krzysztofa Winiarskiego w dniu 28 czerwca 2011 r. Jak informowało radio, Winiarski wpadł w ręce policji w związku ze sprawą gigantycznego przemytu papierosów. Chodziło o prawie 40 ton wyrobów tytoniowych. Dochodzi do przeszukania domu Winiarskiego. Podczas całodniowego przeszukania funkcjonariusze zrywają w domu Winiarskiego podłogę. Zabezpieczają ostrą amunicję do broni sportowej wraz z kamizelkami kuloodpornymi, karty sim, sprzęt nagrywający oraz setki kilkustronicowych dokumentów i zapisków wraz z nagraniami, które dotyczą najbardziej wpływowych polityków po jednej i drugiej stronie sceny politycznej. Podczas przesłuchania Winiarski ujawnia, że jest współpracownikiem tajnych służb. Sąd i prokuratura natychmiast utajniają sprawę. – W tamtym czasie postawiono na nogi wszystkie służby. Okazało się, że Winiarski rozrabiał – mówi nam osoba znająca kulisy tego zatrzymania. Rozpracowywał w porozumieniu z krakowskimi śledczymi grupę przemytników papierosów.

Jechałem do Seremeta

Z Krzysztofem Winiarskim umawiam się telefonicznie. Jadę w miejsce spotkania wyznaczone przez niego. Winiarski kończy w tym roku 65 lat, sprawia wrażenie człowieka obytego i dystyngowanego. Uprzejmy. Od razu mnie informuje, że muszę liczyć się z tym, że nasze potkanie jest obserwowane, kilka dni po rozmowie telefonicznej, w której prosiłem go o spotkanie, w domu zjawiła się grupa policji, która zarekwirowała mu sprzęt komputerowy. Nie mówi dlaczego. Podchodzę do tego dość sceptycznie. Prokurator Liliana Łukasiewicz z Legnicy potwierdza, że faktycznie zlecili zarekwirowanie sprzętu komputerowego Winiarskiego w związku ze śledztwem prowadzonym na wniosek Anny W., opisanej niedawno przez jeden z tygodników. Nasz rozmówca uważa, że Anna W. mogła współpracować z wywiadem rosyjskim. Ale legnickie śledztwo tego nie dotyczy. Pytam Winiarskiego o jego archiwum, które zabezpieczyła prokuratura, mające dotyczyć najważniejszych osób w państwie. – Ile tego jest, kogo dotyczy – pytam. – I dlaczego spotykał się z Bronisławem Komorowskim, kiedy był marszałkiem sejmu.

Winiarski najpierw opowiada o sprawie jego zatrzymania. Mówi o gangu przemycającym papierosy do Europy. Narzeka, że oficerowie Komendy Głównej Policji w Warszawie nie zrobili w tej sprawie nic. Dlatego Winiarski dalej podejmował próby zainteresowania odpowiednich osób sprawą przemytu, podjął nawet rozmowy z oficerem Biura Wywiadu Kryminalnego Komendy Wojewódzkiej w Krakowie. Nie udało nam się tej informacji potwierdzić. Docieramy natomiast do pisma, jakie 12 maja 2011 r. Jacek Zalewski, Dyrektor Departamentu Analiz i Nadzoru z Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji wysyła do Marka Walczaka, Dyrektora Gabinetu Komendanta Głównego Policji, w którym Zalewski zwraca się z prośbą do Gabinetu Komendanta Głównego Policji o to, by o dalszym biegu sprawy, gdzie Winiarski zawiadamia o grupie przestępczej o charakterze międzynarodowym, informować również Departament Analiz i Nadzoru w MSWiA. Andrzej Browarek z departamentu prasowego KGP przesłał nam stanowisko CBŚP w tej sprawie: W odpowiedzi na Pańskiego maila, uprzejmie informuję, że wszelkie kwestie dotyczące osobowych źródeł informacji objęte są klauzulą niejawności i nie mogą być upubliczniane. –Wrobiono mnie w ten przemyt, to było celowe działanie, przez to, że zapukałem do kilku drzwi, kilku osobom nie podobało się, że chcę przerwać proceder przemytu tych papierosów. Dzień wcześniej w tej sprawie byłem w ambasadzie niemieckiej, bo te papierosy miały trafić do nich, poinformowano mnie, że jeśli to się potwierdzi, dostanę nagrodę – mówi nam Winiarski.

Na następny dzień zgłosił się do zastępcy prokuratora rejonowego z Żywca Krzysztofa Bieguna, któremu przedstawił proceder przemytu papierosów, ale i też poskarżył się, że mimo informacji, jakie przekazuje służbom i organom ścigania z Krakowa, sprawa stoi w miejscu, nic się z nią nie dzieje. Biegun polecił mu, aby natychmiast z tą sprawą udał się do prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta, bo jeśli apelacja krakowska nie robi z tym nic, to on jako prokurator rejonowy tym bardziej nie ma jak sprawy ruszyć. Do Seremeta Winiarski nie dotarł, zatrzymano go w ten sam dzień na lotnisku w Balicach. Kiedy rozmawialiśmy z prokuratorem Krzysztofem Biegunem, zastępcą prokuratora rejonowego w Żywcu, potwierdził nam on, że spotykał się z Winiarskim nie w sprawie śledztwa, bo go nie prowadził, ale zgodził się doradzić Winiarskiemu, co ma zrobić. – Pan Winiarski to dziwny człowiek, ale nie mogę powiedzieć o nim złego słowa – mówi nam Biegun. Nie chciał odnosić się do sprawy papierosów i tego, czy mu polecał też udanie się do prokuratury generalnej. Inny śledczy, który z nami rozmawiał, chcący zachować anonimowość, powiedział nam wprost, że Winiarski zbytnio się wychylał, chodził po różnych osobach i starał się na nie wywrzeć wpływ, by zajęły się interesującymi go sprawami, bo wiele spraw między 2005 a 2011 r., jakie Winiarski zgłaszał służbom, było ignorowanych. Jakby tego było mało, w lipcu 2010 r., a więc przed wyborami prezydenckimi, Winiarski zawiadomił warszawką prokuraturę o możliwości popełnienia przestępstwie przez Komorowskiego. To od tamtego czasu Winiarski ma założoną teczkę w służbach, jako człowiek niewiarygodny, założono mu ją po to, jak twierdzi nasz rozmówca, by inni nie dawali mu zbytnio wiary. Takie rzeczy się robi, by odganiać od takich osób publikatory poszukujące sensacji. Publikatory w żargonie służb to media.

Nagranie prokuratora

Po wyjściu z aresztu wściekły Winiarski poszedł do prokuratora Bieguna, którego postanowił nagrać. Jesteśmy w posiadaniu nagrania, na którym Winiarski, rozmawiając z prokuratorem Biegunem, przypomina, jak to ten podczas spotkania w dniu, kiedy go aresztowano, polecił mu udać się z tym do prokuratora Seremeta, na co prokurator Biegun pyta, czy była to zła decyzja. To może tylko potwierdzać, że Winiarski faktycznie rozpracowywał przemytników papierosów i szukał oparcia w organach, które ustawowo powinny się tym zajmować, bo śledczy z Krakowa byli blokowani. Prokurator Biegun, rozmawiając z nami mówił, że wie o tym nagraniu. – Dziś każdy każdego nagrywa – stwierdza na koniec rozmowy.

Komorowski i jego oczekiwania

Winiarski kontaktował się też z Bronisławem Komorowskim. Z naszych ustaleń wynika, że doszło do dwóch spotkań. Pierwsze odbyło się jeszcze za czasów, kiedy Komorowski był posłem, tuż przed wyborami parlamentarnymi w 2007 r. Miejscem spotkania było biuro poselskie Komorowskiego, a zorganizowała je Jadwiga Zakrzewska, obecnie posłanka PO.

Przy spotkaniu był obecny płk Roman P. – absolwent Szkoły Pancernej, oficer WSI, a następnie

Agencji Wywiadu, dziś prezes klinik medycznych. Wiemy, że P. jest dobrym znajomym posłanki Zakrzewskiej. Po co Winiarski spotykał się z Komorowskim? Winiarski twierdzi, że chciał, by Komorowski wpłynął na szpital w Radomiu, by ten wypłacił mu w końcu zaległe pieniądze, Komorowski miał go zapewniać, że jak PO wygra wybory, on osobiście dopilnuje, by zwrócono mu pieniądze. Na drugim spotkaniu, do którego doszło w 2008 r., kiedy Komorowski był już marszałkiem sejmu, Komorowski uzależniał swoją pomoc od tego, czy Winiarski będzie w stanie dostarczyć mu odpowiednie kompromitujące dokumenty na ludzi z Prawa i Sprawiedliwości i ludzi z PO związanych z Tuskiem. O archiwum Winiarskiego krążyło już wtedy wiele opowieści, najwidoczniej Komorowski też o tym coś wiedział. Winiarski się nie zgodził. Ale na zachętę przekazał Komorowskiemu informację o pewnym warszawskim działaczu PO o nazwisku zaczynającym się na J., który za odrolnienia miał otrzymywać korzyści majątkowe. Wianiarski tłumaczy, że chciał sprawdzić, co zrobi prezydent, a on nie powiadomił odpowiednich organów o tym, że mogło dojść do przestępstwa. Po co spotykał się z Winiarskim obecny prezydent? Na te pytania Kancelaria Prezydenta i sam prezydent nie chciały nam odpowiedzieć. To właśnie na tę okoliczność Winiarski w 2010 r. złożył zawiadomienie do prokuratury przeciwko Komorowskiemu. Twierdził, że polityk chciał od niego kwity na PiS i nie poinformował organów ścigania o przestępstwie swojego partyjnego kolegi, o których mówił mu podczas spotkania w 2007 r. Do pisma załączył podpisane przez płk. Romana P. oświadczenie potwierdzające jego wersję przebiegu spotkania z Komorowskim. Winiarski znowu poczuł się wyrolowany. Tym bardziej, że prokuratura warszawska bardzo szybko podjęła decyzję o odmowie wszczęcia śledztwa, gdyż Bronisław Komorowski był już wtedy prezydentem.

Kolejne nagranie?

Szanowny Panie, w załączeniu przesyłam pismo omyłkowo przyjęte w listopadzie 2012 r. – tak pisała w lutym 2013 r. poseł PO Małgorzata Pępek do Krzysztofa Winiarskiego, który przekazał jej ściśle tajne informacje o grupie przestępczej powiązanej z politykami, a które

miała przekazać ówczesnemu premierowi Donaldowi Tuskowi. Posłanka tego nie zrobiła, kiedy zorientowała się, kogo sprawy dotyczą, odesłała mu te materiały, tłumacząc, że przyjęła je przez pomyłkę. Rozmawialiśmy z osobami, które słyszały nagranie z poseł Pępek i Winiarskim. Dzwoniliśmy do posłanki Pępek na początku pracy nad tym tekstem, ale gdy usłyszała, o czym chcemy rozmawiać, rozłączyła się. Nie odbierała naszych telefonów. Mimo wysłanych do niej smsem pytań oraz próśb o kontakt i rozmowę, nie odpowiedziała. Dopiero kilka dni przed niniejszą publikacją odpowiedziała na naszą prośbę, kiedy wysłaliśmy jej ponownie pytanie smsem. Oddzwoniła, przejęta całą tą sytuacją i sprawą. Miła, lekko roztrzęsiona i zdenerwowana. Zdecydowanie zaprzeczyła, jakoby zapoznawała się z treścią tych kopert. Potwierdziła, że faktycznie między nią a Winiarskim doszło do niemiłej sytuacji, i że była to pierwsza taka sytuacja, od kiedy pełni mandat posła.

Na pewno dalej będziemy zajmować się tematem i archiwum pana Krzysia – bo tak o nim mówią ludzie związani z WSI. Okazuje się, że z tego archiwum zostało już wydzielonych wielu kilkustronicowych dokumentów do odrębnych śledztw prokuratorskich w całej Polsce – taką informację otrzymaliśmy od prokurator Beaty Syk-Jankowskiej z prokuratury okręgowej z Lublina. Są to już inne wątki, w tym jeden ciekawy, dotyczący śledztwa w sprawie mafii paliwowej i inny, jak to trzej panowie, jeżdżąc po Polsce, szukali w bazach należących do kółek rolniczych i PSL zbiorników na chrzczone paliwo, ale to już materiał na inny artykuł.

Tekst ukazał się na łamach tygodnika Warszawska Gazeta

Dział: 
Polub Plportal.pl:

Dodaj komentarz

CAPTCHA
Przepisz kod z obrazka.
12 + 5 =
Rozwiąż proszę powyższe zadanie matematyczne i wprowadź wynik.

Reklama