Agnieszka Perepeczko wciąż bardzo tęskni za zmarłym 13 lat temu mężem...

Reklama

Agnieszka Perepeczko, czyli niezapomniana Simona z "M jak miłość", wciąż nie pogodziła się ze śmiercią męża, choć 17 listopada minęło już 13 lat od dnia, gdy na zawsze pożegnała Marka Perepeczko, czyli komendanta z "13 posterunku". - Nadal go kocham - mówi aktorka.

 

 

Agnieszka Perepeczko bardzo długo po śmierci męża wciąż miała w swojej komórce numer jego telefonu. Czasem łapała się na tym, że chciała do niego zadzwonić.

- Dopiero po tym, jak odszedł, uświadomiłam sobie, jak bardzo go kochałam... Ciągle go kocham. Słyszę jego kroki, czuję jego obecność, mam wrażenie, że patrzy na mnie i chroni mnie - mówiła aktorka w pierwszą rocznicę śmierci nieodżałowanego Marka Perepeczko.

- Marek dał mi coś, czego kiedyś nie potrafiłam właściwie docenić: wielką, wielką miłość, jaka zdarza się tylko raz w życiu - wspomina dziś i dodaje, że wciąż nie może pogodzić się z tym, że jej ukochanego nie ma już wśród żywych.

Choć na długo przed śmiercią Marka Perepeczko Agnieszka wyprowadziła się z ich wspólnego mieszkania, nigdy nie przestali się przyjaźnić i kochać. Dzwonili do siebie codziennie.

- Rano i wieczorem... Brakuje mi tych rozmów i miłości, jaką zawsze czułam w jego głosie - wspomina niezapomniana Simona z "M jak miłość".

W ich życiu zawsze się coś działo. Żyli w ciągłym ruchu, oboje zapędzeni, zabiegani. Nie mieli czasu znudzić się sobą.

- Ale też nie mieliśmy czasu, by pomyśleć o prawdziwym domu, o dzieciach - wyznała aktorka w jednym z wywiadów.

Kiedy się poznali, ona była najpiękniejszą studentką w szkole teatralnej. On - wysokim, silnym, wysportowanym chłopcem, w którym podkochiwały się wszystkie koleżanki z roku. Gdy po raz pierwszy ujrzał Agnieszkę w dziekanacie, zakochał się w niej bez pamięci, a ona natychmiast odwzajemniła to uczucie.

Kiedy Marek prowadził do ołtarza zjawiskowo piękną dziewczynę, wszyscy patrzyli na nich z zachwytem, ale nikt nie wierzył, że ich związek przetrwa długie lata. Oni sami często zastanawiali się, jak udało im się przetrwać razem przez prawie trzydzieści lat - mimo rozstań, zawirowań, życiowych zakrętów, na jakich wiele razy się znaleźli.

 

 

- Wiele razy rozstawaliśmy się, gdy ja wyjeżdżałam do Australii, a on zostawał w Polsce - wspomina aktorka.

- Ale zawsze wiedziałam, że w końcu znów będziemy razem. Teraz już tej nadziei nie mam i bardzo trudno mi bez niej żyć - dodaje.

Wiele osób zarzucało Agnieszce Perepeczko, że zbyt szybko po śmierci męża zaczęła chodzić na bankiety, że zbyt szybko zaczęła się śmiać.

- On nie chciałby, żebym płakała i była smutna. Mówił mi zawsze: "Głowa do góry i do przodu!". Więc idę przed siebie i żyję, bo Marek tego ode mnie oczekiwał. Szkoda tylko, że on nie może mi już tej drodze towarzyszyć - mówi.

Autor: 
Agencja W. Impact
Źródło: 
Świat Seriali
Dział: 
Polub Plportal.pl:

Reklama